Z natury jestem tchórzem i często trzęsą mi się ręce, prawdopodobnie więcej wyczytasz z moich oczu niż z moich słów. Ludzie odważni i radykalni zawsze byli dla mnie czymś odległym, trochę też egzotycznym; chciałam być jak oni, ale.. ja, tchórz? Jak?

Właśnie tak.

Czytając Ratzingera i myśląc o kryzysie, który właśnie nęka Kościół, odkryłam raz jeszcze ideę odwagi. Kardynał (jeszcze) w swoich kazaniach z Pentling zawiera chyba najważniejsze przesłanie – Bóg jest z nami. Bardzo potrzebujemy teraz to usłyszeć; Bóg  jest z nami, ze swoim umiłowanym Kościołem. Tak jak mówił św. Jan Paweł II, tak i powtarza Benedykt XVI – Odwagi! Ale co to jest ta odwaga? Wielu twierdzi, że jest to brak strachu, ale czy naprawdę tak jest?

Kilka dni temu w ramach urodzinowej niespodzianki dla babci, zagrałam podczas mszy na organach. Zawsze, gdy się tego podejmuję (a ostatni raz ponad rok temu!) to trzęsie mi się głos, nagle wszystkie nuty wyglądają jak algebra i właściwie to nie wiem, czy to był najlepszy pomysł, żeby zmuszać się i denerwować. Okej, po co to robisz w takim razie, Asia?

Bo to KOCHAM. Bo bardzo niedawno zrozumiałam, że odwaga nie jest brakiem strachu; odwaga to spojrzenie temu strachowi w oczy i powiedzenie, że nie ma nad tobą władzy. To jest odwaga; nie pokonywanie strachu, ale walka z nim. Nawet wtedy kiedy beznadziejnie nam ta walka idzie, nawet wtedy, kiedy nie widzimy żadnych postępów i ledwo się trzymamy na nogach. Odwaga to ufność i wiara. Czym byłaby odwaga, gdybyśmy się nie bali? Nie miałaby sensu.

Dla siebie i dla nas wszystkich modlę się o odwagę.

 

Advertisements