Nigdy nie pałałam miłością do świętych. Byli mi zupełnie obojętni, a ich orędownictwo uważałam za niepotrzebne – przecież nie muszę nikogo prosić, żeby się za mnie modlił. Ich przykład życia? I tak nigdy taka nie będę. Powolny proces odzyskiwania utraconej “katolickości” rozpoczął się właściwie niedawno. Od dziecka zachwycałam się tylko jednym świętym – Franciszkiem.

Gdy kilka lat temu przyjechałam do Asyżu, żeby w końcu “zobaczyć” świętego ojca braci mniejszych, spodziewałam się.. ciszy i jakichś śladów obecności, które pozwolą mi go bliżej poznać. Po części to znalazłam, ale nie zmieniło to niczego w moim podejściu do świętych. Klara? No, ciekawa sprawa. Krzyż San Damiano? W sumie ładna ta bazylika. Bardziej wtedy podobali mi się wysocy chłopcy i pachnące cytryny.

Kilka miesięcy temu poznałam (poniekąd) człowieka, który miał się dla mnie stać jednym z najlepszych przyjaciół. Na fejsbukowej grupie studenckiej znalazłam ogłoszenie o wolontariacie w archiwum. Myślę sobie “Brzmi fajnie, archiwum przy parafii oddalonej tylko 15 minut pieszo? Piszę maila!“. Umówiłam się na spotkanie przy kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu. Weszłam do muzeum przy kościele, przywitała mnie pani, która mojego przyszłego przyjaciela znała osobiście. Spojrzała na mnie i powiedziała: “Jak już tutaj wejdziesz, to wrócisz. On ma moc przyciągania do siebie, a przez to do Boga“. “Akurat” – pomyślałam i weszłam do muzeum.

Jest 14 sierpnia, minął prawie rok, a ja wciąż wracam do tamtego kościoła, do muzeum i do archiwum. Często klękam przy grobie mojego przyjaciela. Słucham historii, czytam jego listy i płaczę.

Odkąd poznałam bł. ks. Popiełuszkę, zrozumiałam, że męczeństwo to nie jest żadna nagroda dla najlepszych; to jest ł a s k a. Nie można jej wymusić – próbowali tego pierwsi chrześcijanie i często kończyli wypierając się wiary. Nie można być męczennikiem “na siłę”. Św. Joanna d’Arc (moja patronka) gdy przyszło jej umrzeć powiedziała, że się nie lęka, bo po to się narodziła. Jak jest być męczennikiem? Nie wiem. Wie św. Andrzej Bobola, wie św. Maksymilian Maria Kolbe, wie o tym też bł. Popiełuszko. Jednego jestem pewna – jeśli ktoś z nas ma być męczennikiem, jeśli ma dostąpić tej łaski, to może być absolutnie pewny, że Chrystus będzie z nim w tym cierpieniu; udzieli mu mocy przetrwania go, żeby tak jak Szczepan mógł powiedzieć “Panie, nie poczytaj im tego grzechu!”.

 

Advertisements