Lubię, gdy książki mnie łamią i zmieniają moje poglądy, gdy mogę zmarszczyć brwi i powiedzieć “Późno tu dotarłam“. Z pełną odpowiedzialnością mogę odpowiedzieć, że w tym przypadku… rzeczywiście późno tu dotarłam.

Gdy zobaczyłam to dziełko w rękach kolejnej osoby, którą bardzo kocham, wywróciłam oczami. “On też? Serio?” – pomyślałam. Z czystej ciekawości i nie bez uprzedzenia zaczęłam czytać i ja. Nie było lekko, miałam wrażenie, że na każdej stronie jest fragment, który uderza w moje słabości, w jakieś skrywane uchybienia, których się trochę wstydzę albo o których zupełnie nie wiem. Podzielę się kilkoma przemyśleniami, z którymi też zgadza się autor:

1) Już raz wspomniałam o potrzebie czerpania z bogactw Kościoła. O zapomnianej ascezie, Krzyżu i cierpieniu. Akurat tak się zbiegł czas czytania Drehera z dużym cierpieniem, które na mnie spadło. Był to najbardziej przełomowy moment w moim życiu; pierwszy raz w życiu doświadczyłam obecności Chrystusa w swoim bólu; dał mi łaskę poznania swojej męki tak głęboko, jak nie śmiałabym nawet prosić.  Bardzo dobitnie zrozumiałam, że wiara nie polega tylko na radowaniu się ze Zmartywchwstania, ale też prowadzącym do Niego Krzyżu. Dreher mnie tylko w tym upewnił.

2) Drugim swego rodzaju “tak, masz rację“, które znalazłam w książce było stwierdzenie, że wszyscy potrzebujemy drugiego człowieka. Kogoś, kto złapie nas za ramiona ze łzami w oczach i powie “Asia, muszę Ci opowiedzieć, co dobry Bóg mi ostatnio uczynił!“. Tak, powiedz mi wszystko, zainspiruj mnie i pozwól mi razem z Tobą płakać, modlić się i uwielbiać Boga! Sam św. Paweł pisał “napełniajcie się Duchem, przemawiając do siebie wzajemnie w psalmach i hymnach, i pieśniach pełnych ducha, śpiewając i wysławiając Pana w waszych sercach. Dziękujcie za wszystko Bogu” (Ef 5, 18n) 

3) Świeccy, przestańcie narzekać i weźcie się do roboty! Mam wrażenie, że spora część katolików ma tendencję do mówienia  “no, bo ci księża to..”. Przecież jesteśmy tak samo wezwani do głoszenia Chrystusowej miłości, jak wszyscy duchowni, czy szerzej – konsekrowani. Powiem więcej! Mamy jeszcze więcej do roboty; jesteśmy odpowiedzialni za wychowanie przyszłych pokoleń, za ukształtowanie podstawowej jednostki społecznej – rodziny. To na naszych barkach leży przyszłość “tych księży”. Dreher bardzo mocno zwraca uwagę na zaangażowanie katolików w parafiach, stwierdza, że są – i muszą być – jej fundamentem. To my mamy zakładać wspólnoty, stowarzyszenia i wszelkiego rodzaju działalności. Najwyższy czas skończyć z przerzucaniem odpowiedzialności.

4) Kościół dzieli się na tych, którzy chcą ewangelizować poprzez kulturę współczesną (i przez wszystko co ona ze sobą niesie) oraz tych, którzy są temu przeciwni. Zapewne jest też jakaś garstka, której jest to obojętne. Co robić w takiej sytuacji? Przyjaciel, od którego tę książkę pożyczyłam zazwyczaj powtarza “szukaj złotego środka”, myślę, że i w tej sytuacji ta zasada się doskonale sprawdzi. Nie ma co kręcić nosem na social media, modę i technologię. Wystarczy używać ich rozważnie, a mogą się stać świetnym narzędziem w naszych rękach. Nie zgadzasz się? Zaraz, zaraz, a w jaki sposób czytasz teraz moje słowa?

Advertisements